SPORTOWE MINI HISTORIE

SPORTOWE MINI HISTORIE

Szanowni entuzjaści dziejów lubelskiego sportu!

Krótkim artykułem na temat lubelskiej mistrzyni biegów przełajowych rozpoczynamy cykl esejów dotyczących historii lubelskiego sportu w okresie poprzedzającym wybuch II wojny światowej. Każdy z tekstów w serii „Sportowe mini historie” będzie dotyczył nieco innych zagadnień, które na zasadzie historycznych puzzli pokazywać mogą sprawy ważne dla lubelskiego (miasta i województwa). Te sportowe case studies stanowić będą namiastkę (może „wstęp do…”) poważnej całościowej historii problemu. Do tej pory nie istnieje taka holistyczna monografia, z pomocą której łatwo i szybko przekonywać można do wielkości (lub miałkiej kondycji) lubelskiego sportu. Apelujemy do wszystkich chętnych o włączenie się do tej inicjatywy. Czekamy na krótkie eseje oparte na materiałach prasowych lub kwerendzie w w archiwach (także rodzinnych). Materiały można przesyłać na adres: slapekdariusz@gmail.com

MISTRZYNI POLSKI

BYSTRZYCKA Janina, „TG Sokół” Kozłówka. Fot. Za Raz Dwa Trzy! nr 3 5.05.1931 r. s. 3.

W Mistrzostwach Polski w biegu na przełaj kobiet (na dystansie 1300 m), które odbyły się 26. IV. 1931 r. w Lublinie zwyciężyła Janina Bystrzycka. Reprezentowała ona „Towarzystwo Gimnastyczne Sokół” Kozłówka (o tym generalnie mało znanym fenomenie sportowym, podlubelskim napiszemy osobno!). Pani Janina wyprzedziła na mecie Rozalię Grzesik („Stadion” Królewska Huta) oraz  Halinę Jarnuszkiewicz z „Unii” Lublin. Był to wielki sukces lubelskiego sportu! Nie zmieni tego fakt, że w zawodach wzięło udział zaledwie 7 lekkoatletek. Trzeba bowiem pamiętać, że sport kobiet w tym okresie znajdował się  na zupełnie innym niż w chwili obecnej etapie rozwoju. Poszukiwał dopiero swojego miejsca z dość mocno zmaskulinizowanym społeczeństwie. Warto pamiętać, że „kobiecy szlak sportowy” przecierały wtedy nie tylko zawodniczki AZS, ale także atletki z Towarzystwa Gimnastycznego Sokół. Pierwsze gniazdo towarzystwa zostało założone w lutym 1867 roku we Lwowie, ich scalenie w jednolitą organizację Towarzystw Gimnastycznych „Sokół” odbyło się na zjeździe 13 kwietnia 1919 roku w Warszawie .

Fragment z biegu kobiecego na przełaj o mistrzostwo Polski w Lublinie, zawodniczki na starcie. Fot. za: Raz Dwa Trzy! nr 3 5.05.1931 r. s.3.

Warto zwrócić uwagę na kilka szczegółów widocznych na tej fotografii. Zainteresowanie budzić mogą na przykład sportowe stroje zawodniczek (dalekie od pewnego standardu), czy ich odmienne pozycje startowe. Na pierwszy rzut oka widać jednak, jak spory tłum widzów zgromadziły lubelskie zawody. Są wśród nich niewątpliwie działacze sportowi, sędziowie (starter stojący w nieco dziwnej pozycji za zawodniczkami), urzędnicy, reprezentanci wojska, ale też zwykli gapie (co ciekawe, są w tym gronie kobiety!). Tłum obserwatorów sprawił, że kobiety na linii startu są nieco ściśnięte, nie czują się do końca swobodnie. Liczba kibiców wynikała zapewne z fakt, że Lublin epoki międzywojnia rzadko gościł zawody rangi mistrzowskiej (tym bardzi zawody z udziałem kobiet!).

Swoją drogą Janina Bystrzycka należała do grona relatywnie dobrych długo i średnio dystansowców. Fachowa literatura (patrz: Henryk Kurzyński, Leszek Luftman, Janusz Rozum, Maciej Rychwalski, Andrzej Socha: Historia finałów lekkoatletycznych mistrzostw Polski 1922-2011. Konkurencje kobiece. Bydgoszcz: Komisja Statystyczna PZLA, 2011) podaje rekord życiowy Janiny Bystrzyckiej na 800 m. Wynosił on 2:49.2 i został ustanowiony 07.06.1931 roku w Lublinie.  O Pani Janinie nie wiemy ponad przekazane informacje dużo więcej. Konieczna jest dalsza kwerenda źródłowa, o której efektach niechybnie poinformujemy.

Wiktor Palusiński

Tak musi być zawsze ?

„Choć od opublikowania poniższego artykułu dr Andrzeja Krychowskiego upłynęło kilkanaście lat, to zdaje się, że pisał on o kwestiach uniwersalnych i ponadczasowych (niestety…). Dlatego polecamy lekturę…” 

Jan, Łukasz i proporczyk Akademickiego Zrzeszenia (!?) Sportowego.

Na początku lipca tego roku miałem przyjemność rozmowy z Panią mgr Renatą Lesiakowską, studentką studiów doktoranckich prowadzonych w Instytucie Historii UMCS. Rozmowa dotyczyła Dni Historyka, organizowanej przez Instytut cyklicznej imprezy popularyzującej historię, ale pojawiły się w niej również akcenty sportowe. Oto na moim biurku znalazł się przyniesiony przez Panią Renatę proporczyk sygnowany przez AZS Lublin, a datowany (najpewniej) na rok 1954.

Liczący kilkadziesiąt lat artefakt (stuknęła mu prawie 70-tka!) wzbudził moje zainteresowanie choćby z racji zawodowych zainteresowań – kierowanie projektem „Wirtualne muzeum AZS”, w efekcie którego powstała też monumentalna praca pt. „Sport, co „Gryfa” wart! Akademicki Związek Sportowy 2017 – 2019″, Lublin 2019. Kierowane do darczyńcy (serdeczne dzięki!!!) pytania dotyczyły zwłaszcza pochodzenia „znaleziska”. Odpowiedź uzyskałem kilka dni później w liście napisanym do mnie przez synów Pani Renaty, Jana i Łukasza Lesiakowskich. Z racji tkwiących w tej relacji zasad i wartości (szacunek dla przeszłości, patriotyzm lokalny etc.) warto przytoczyć ją w całości:

„Proporczyk AZS (Akademickiego Związku Sportowego) z 1954 roku przyniosła nam Babcia, ponieważ myślała (słusznie), że może nas nim zainteresować. Dostała go od swojej koleżanki, która – przeprowadzając się – znalazła na strychu różne stare rzeczy, należące do jej męża, pana Janusza. Tata pana Janusza działał na rzecz lubelskiego sportu, dowiedzieliśmy się, że m.in. pomagał w latach 50., a może nawet 40. w początkach lubelskiego żużla. Z zawodu był mechanikiem i prowadził warsztat motoryzacyjny, który od kilku pokoleń działał w Kozim Grodzie.

Proporczyk włożyliśmy najpierw do skrzynki, w której przechowujemy stare rzeczy z Lublina, a mamy tego w domu sporo, jak również książek o historii miasta. Ale potem mama spytała, czy nie chcielibyśmy go przekazać do muzeum, ponieważ taki proporczyk łatwo się zniszczy, a w muzeum będzie cenną pamiątką, którą może obejrzeć wiele osób. Czuliśmy się bardzo dumni, gdy dowiedzieliśmy się, że będzie wartościową pamiątką związaną z AZS w zbiorach Lubelskiego Centrum Dokumentacji Historii Sportu, i że jego historię będą mogli poznać internauci”.

Postawa Jana i Łukasza bez wątpienia zasługują na pochwałę i naśladownictwo! Nie ma na to wpływu kondycja znajdującego się w dość złym stanie proporczyka (rozdarcia i drobne zabrudzenia) oraz fakt, że należy on do relatywnie licznych powojennych artefaktów promujących aktywność AZS. Jego wartość historyczna wymaga jednak pewnego wyjaśnienia, które pożyteczne okaże się nie tylko dla młodych (Jana i Łukasza) entuzjastów lubelskiego sportu, ale i wszystkich amatorów jego akademickiego wymiaru. Otóż w 1954 akronim AZS rozwijano zupełnie inaczej niż zwykło się to czynić przed 1949 i po 1956 roku.

Powody wyjaśniamy na łamach przywołanej wyżej książki: (s. 162-163) „W kwietniu 1949 r., w ramach stalinizacji polskiego sportu, AZS połączono z Akademickim Związkiem Morskim i Sekcją Sportową „Bratniej Pomocy”, tworząc Akademickie Zrzeszenie Sportowe. Jednocześnie w miejsce dawnej Centrali AZS utworzono Zarząd Główny, przenosząc siedzibę z Krakowa do Warszawy. Dla niezorientowanego kibica nic się nie zmieniło – pozostał ten sam skrót nazwy organizacji, takie samo godło i barwy klubowe. Organizacja zatraciła swój wybitnie społeczny i demokratyczny charakter. Na czele zarządów okręgowych zrzeszenia postawiono działaczy pochodzących z mianowania, a nie z wyboru. W AZS przeprowadzono czystkę, usuwając „elementy reakcyjne”. Na ich miejsce kierowano działaczy ZMP. Nakazano łączyć działalność sportową z pracą ideologiczną. Zmieniono strukturę organizacyjną ukształtowaną w okresie międzywojennym. Podstawową jednostką organizacyjną stały się koła uczelniane AZS (tworzone przy całej uczelni lub przy poszczególnych wydziałach), które zajmowały się głównie sportem masowym, ale prowadziły też sekcje sportu wyczynowego. (…) Jednym z głównych celów AZS miało być „umasowienie” sportu w środowisku akademickim (…) oraz prowadzenie „świadomej i ciągłej pracy ideologicznej”. Członkowie AZS byli zobligowani do brania udziału w różnego rodzaju propagandowych zawodach czy też pochodach pierwszomajowych. Odbywał się także proces „czyszczenia” szeregów organizacji z „elementów reakcyjnych”. Dbano o poprawę składu socjalnego działaczy AZS poprzez zwiększenie liczby osób o pochodzeniu robotniczo-chłopskim” (s. 174). Dopiero (s. 163) „przemiany polityczne w wyniku „polskiego października” 1956 roku, prowadzące do liberalizacji systemu władzy komunistycznej w Polsce, znalazły swoje odbicie także w sporcie. 1 marca 1957 r. odrodził się Akademicki Związek Sportowy jako organizacja o szerokim zakresie autonomii”.

Powyższy cytat rozwiązuje kwestię obowiązującej w roku 1954 nazwy Związku/Zrzeszenia. Na awersie proporczyka pojawia się jednak dość intrygujący napis: „KLUB UCZELNIANY AZS LUBLIN” (rozdzielające dwa człony napisu godło UMCS i niebieska [pierwotnie granatowa!] barwa rewersu wskazują natomiast proweniencję artefaktu). Budzi on spore zdziwienie, skoro – patrz wyżej – „Podstawową jednostką organizacyjną stały się koła uczelniane AZS”. Jeśli proporczyk istotnie powstał w 1954 roku, to uchybienie/błąd w zakresie aktualnej wtedy struktury AZS nie może być tłumaczone powolnym przyswajaniem przemian organizacyjnych, które zaczęły się przecież 5 lat wcześniej. Być może, to tylko hipoteza, proporczyk powstał później, po powrocie do starej nazwy
i tradycyjnej struktury AZS (z klubami uczelnianymi). Skoro jednak proporczyk czcił 10- lecie AZS w UMCS (1944-1954), to logicznym wydaje się datowanie jego powstania na rok tego jubileuszu. Wobec tego zakładać też można, że proporczyk powstał w 1954 r., czcił dziesięciolecie AZS w UMCS, a zatem  „uchwycił” ówczesną (z 1944) strukturę Związku.

Prawdy dociec trudno, ale z pewnością próby jej ustalenia odsłaniają ciekawy epizod działania AZS UMCS. A wszystko to dzięki Janowemu i Łukaszowemu poszanowaniu dla tradycji i przeszłości swej małej ojczyzny. Serdeczne dzięki raz jeszcze!

Dariusz Słapek

O lubelskich stadionach

Zanim Lublin doczekał się obiektów sportowych z prawdziwego zdarzenia, w prasie lubelskiej toczyła się ciekawa (przede wszystkim jednak długa!) dyskusja dotycząca sposobu utrzymania i gospodarowania na dotychczas istniejących stadionach. W 2007 roku w periodyku „Kontra” (czerwiec) ukazał się polemiczny artykuł dr Andrzeja Krychowskiego. Miejmy nadzieję, że poruszane przez niego (Autora) kwestie mają w tej chwili wybitnie historyczny wymiar. W kontekście tego artykułu warto jednak pamiętać o starym „stadionie żużlowym” i jego oczekiwanym następcy…”   Dariusz Słapek

Pamiątki sportowe dr Andrzeja Krychowskiego.

 „Gorąco dziękujemy Panu Doktorowi Andrzejowi Krychowskiemu za trud zdigitalizowania oraz empatię i otwartość w udostępnieniu własnych sportowych artefaktów. Są one oryginalną dokumentacją  jego drogi sportowej oraz znakomitą dodatkową ilustracją opublikowanych niedawno wspomnień  60 lat wędrówki po lubelskim sporcie. Moje wspomnienia i zapomnienia (Lublin 2020). Pisaliśmy o tej ciekawej pracy kilka tygodniu temu.

 Opracowanie fotograficzne: Krzysztof anin Kuzko, artysta fotograf.