Sportowy żywot Jana Puchali

Sukces sportowy, który stanowi końcowy efekt długotrwałego procesu szkoleniazwykle znajduje wielu ojców. W rozłożonym w czasie ciągu różnorodnych zdarzeń i działań prowadzących do dostrzeganego/docenianego powszechnie dokonania relatywnie rzadko sięga się przy tym do sportowych juweniliów. Łatwiej wskazać i doceniać tych, którzy w istocie szlifowali, dopieszczali, wymuskali i wycyzelowali…  Jeszcze rzadziej publicznie sięga się sportowych początków i korzeni w odniesieniu do zawodników, których kariery nie stanowiły nieprzerwanego pasma sukcesów, a oni sami nie stawali się bohaterami pierwszych stron gazet. Jeśli w próbie oceny tego zjawiska szukać jakichś racjonalnych kryteriów to raczej próżno przywoływać ideę sprawiedliwości. Łacniej przywoływać ignorancję, bo to właśnie niewiedza ogranicza postrzeganie „stawania się sportowcem” jedynie do powtarzalnych ćwiczeń fizycznych.  Nakazuje przy tym pomijać wagę niezwykle istotnego wychowania, wskazywania określonego systemu wartości i wzorców godnych naśladowania. Dobry trener czy instruktor staje się poniekąd surowym i sprawiedliwym ojcem sportowca.

Sądzić można, że na to miano zasłużył Jan Puchala, nauczyciel wychowania fizycznego, trener-wychowawca i organizator sportu. Od wielu lat związany jest z „Lublinianką”, ale swoje pasje sportowe realizował również lubelski wizytator do spraw wychowania fizycznego i sportu szkolnego. Poniżej prezentujemy przygotowany przez Niego rodzaj sportowego curriculum vitae oraz dokumenty, które mogą okazać się istotne dla historyków lubelskiego sportu szkolnego.     

Jan Puchala, nauczyciel, trener piłki nożnej, ur. 26 X 1943 r., absolwent Studium Nauczycielskiego Gdańsk – Oliwa w 1965 i Akademii w Wychowania Fizycznego w Warszawie (1972 r.).

Z Lublinem jestem związany od 1 września 1967r., jako nauczyciel w-f, najpierw w SP 36, a od 1. IX. 1969 r. w Zespole Szkół Zawodowych nr 1. przy ul. Długosza w Lublinie.

Jako pasjonat  piłki nożnej i lekkiej atletyki szukałem boiska, gdzie możliwe byłoby prowadzenie zajęć sportowych. Oglądając stadion WKS „Lublinianka” zauważyłem, że na stadionie jest bieżnia, skocznia i rzutnia, gdzie można prowadzić lekcje w-f i SKS.

Zgłosiłem propozycję współpracy mojej szkoły z WKS „Lublinianka”: w zamian za korzystanie z obiektu uczniowie będą pomagać w sprzątaniu po meczach piłkarskich i imprezach sportowych. Dzięki temu uczniowie mogli w bliskiej odległości od szkoły uprawiać sport: piłkę nożną na boisku treningowym i lekkoatletykę na stadionie.

W efekcie, stopniowo szkoła nasza staje się szkołą sportową w wielu dyscyplinach:piłka nożna, LA, koszykówka, piłka ręczna, ciężary. Dzięki poparciu dyrektora szkoły Henryka Frydeckiego (pasjonata sportu) – już w 1970 r. na 600 uczniów – 130 czynnie uprawiało sport. Przyniosło to szkole sukcesy we współzawodnictwie sportowym szkół średnich.

W 1982 r odchodzę z pracy w Zespole Szkół Mechanicznych do Kuratorium Oświaty i Wychowania na stanowisko wizytatora do spraw wychowania fizycznego i sportu szkolnego. Zdobyte doświadczenie w szkole i w klubie WKS „Lublinianka” upoważniło mnie do opracowania poniższych dokumentów:

1. Zadania dla szkół w zakresie w-f i sportu szkolnego i rekreacji 1982 r. (patrz poniżej, D.S.)

2. Ocena stanu wychowania fizycznego i ochrony zdrowia młodzieży szkolnej. (patrz poniżej, D.S.)

3. Kierunki i zadania dla szkół w zakresie w-f, sportu, turystyki i rekreacji 1983 r.

Byłem inicjatorem powstawania klas sportowych z piłki nożnej, ręcznej, pływania.  W 1984 r. organizowałem Studium Nauczycielskie Wychowania Fizycznego i podjąłem pracę w tym Studium od 1 IX 1984 r. Prowadziłem tu zajęcia z gier sportowych – piłka nożna, piłka siatkowa, gry i zabawy, gimnastyka. Studium WF przez lata 1984 -1992 wykształciło wielu znakomitych nauczycieli, trenerów i instruktorów piłki nożnej. Wielu z nich osiąga wspaniałe sukcesy i wychowuje reprezentantów w różnych dyscyplinach sportowych.

100 lat WKS i KS „Lublinianka”. 50 lat współpracy i pracy nauczyciela i trenera piłki nożnej mgr Jana Puchali.

1 września 1969 r. rozpoczęcie pracy w Zespole Szkól Zawodowych nr1 przy ul J. Długosza, jako nauczyciel w-f i pierwsze kroki do WKS (o początkach współpracy patrz wyżej, D.S.). W 1970r. otrzymuję legitymację działacza WKS „Lublinianka”. 1972 r kończę kurs instruktorski piłki nożnej. W roku 1973 rozpoczynam pracę na pół etatu, jako instruktor i obejmuję grupę juniorów młodszych. Większość zawodników to  uczniowie mojej szkoły. Szkoła szybko staje się sportowa w wielu dyscyplinach  – w piłce nożnej, koszykówce, piłce ręcznej ciężarach, dżudo, LA. Przyniosło to szkole sukcesy we współzawodnictwie sportowym szkół średnich.

Osiągnięcia szkoły w piłce nożnej:

Rok szkolny 1970/1971, I miejsce m. Lublina i województwa

Rok szkolny 1971/1972, I miejsce m. Lublina i województwa

Rok szkolny 1972/1973, I miejsce we współzawodnictwie  szkół  zawodowych m. Lublina.

1973/ 1974, III miejsce,

1974/ 1975, I miejsce m. Lublina i województwa

1975/ 1976, I miejsce m. Lublina i województwa

1976/ 1977, I miejsce

1977/ 1978, III miejsce

1978/ 1979, III miejsce

1979/ 1980, III miejsce

1980/ 1981, I miejsce m. Lublina i województwa

1981/ 1982, III miejsce.

Osiągnięcia w piłce nożnej WKS „Lublinianka” w latach 1974 – 1990.

4 razy mistrzostwo Lublina w kat. młodzików,

3 razy II miejsce, 2 razy III miejsce,

2 razy I miejsce juniorów i 2 razy drugie

Na spartakiadzie Klubów Wojskowych  IV miejsce w  1989 r. we Wrocławiu.

Zadaniem moim, jako trenera było przekazanie z każdej szkolnej grupy do grupy juniorów 4-5 wyróżniających się zawodników.

Byli wśród nich reprezentanci Polski: Sadowski, Kamiński, Onyszko, Kobyłka, Poleszak. 

Trenerzy pracujący  „Lubliniance” w latach 1973 -1990 z grupami młodzieżowymi:

Stanisław Cybulski, Jerzy Mac, Lech Kowalczyk, Jerzy Popek, Jan Puchala, Jerzy Rejdych, Janusz Rychcik, Wiesław Rafalski, Leszek Wójcik, Stanisław Żołnierowicz, Czesław Żurawski.

Trenerzy pracujący w „Lubliniance”, którzy ukończyli moje Studium Nauczycielskie SN-WF:  Marek Wawer, Grzegorz Białek, Dariusz Winiarczyk.

Wyróżniający się zawodnicy, z którymi prowadziłem zajęcia w  WKS „Lublinianka”:

Błachowski Robert, Budzyński Włodzimierz, Chmielewski Piotr,  Długosz Piotr, Cybulski Ireneusz, Cybulski Sylwester, Gębka Sławomir,  Goździółko Marcin, Gołaciński Sławomir, Kamiński Jarosław, Kamiński Piotr, Kamiński Waldemar, Kalicki Andrzej,  Kozioł Piotr, Kobyłko Piotr, Krupa Piotr, Kłos Piotr, Onyszko Arkadiusz, Osoba Grzegorz, Ośko Zbigniew, Poleszak Grzegorz, Papiewski Andrzej, PowagaDariusz, Powaga Tomasz, Przybylski Piotr, Pękala Krzysztof, Piekutowski Adam, Ligenza Jacek, Mełgieś Jerzy, Furmańczyk Dariusz,  Szabłowski Mirosław, Skrzeczkowski Artur, Sadowski Marek, Skomorowski Jarosław, Szmit Radosław, Sachajko Dariusz, Winiarczyk Dariusz, Wszoła Arkadiusz, Wojdat Piotr, Tomaszewski Piotr, Zych Zbigniew, Kalinowski Krzysztof.

Dokumenty

Jan-Puchala-dokumenty-111

Fotografie

fotografie-Jan-Puchala-skompresowany-strony-1-11-1

Halina Jarnuszkiewicz – sportowiec – bohater

W zamieszczonej na stronie LCDHS publikacji dotyczącej Janiny Bystrzyckiej, Mistrzyni Polski w biegu na przełaj kobiet, ledwie odnotowano nazwisko innej związanej z Lublinem zawodniczki. Oto w mistrzowskim biegu na dystansie 1300 m, który odbył się 26. IV. 1931 r. w Lublinie zwyciężyła reprezentantka Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół Kozłówka”, ale na najniższym stopniu podium stanęła wtedy Halina Jarnuszkiewicz z „Unii” Lublin. 

Istnieją co najmniej trzy powody, aby urodzonej w Lublinie sportsmence poświęcić, o ile to możliwe, więcej uwagi. Po pierwsze, badania dziejów sportu lubelskiego  w okresie międzywojnia są w stanie niemal embrionalnym, a poza tym jakakolwiek informacja o jakimkolwiek sukcesie lubelskich zawodników pozbawia nam kompleksów i osłabia przekonanie o zaściankowości lokalnego sportu. Warto też zwrócić uwagę, że generalnie sport wspomnianego okresu jest rodzaju męskiego. W tym ogromnym skrócie myślowym mieści się refleksja zarówno na temat wyjątkowej dominacji w ówczesnym sporcie, wszystkiego, co męskie, jak i, co logiczne, mocno zmaskulinizowanego charakteru źródeł do badań nad dziejami tego fenomenu. Wydaje się również (to po trzecie), że Pani Halina była postacią na tyle nietuzinkową, iż nie sposób ograniczyć się jedynie do jej aktywności i osiągnieć z obszaru sportu. W tym względzie zresztą prasa nie informuje o innych dokonaniach Haliny Jarnuszkiewicz, a ona sama także się nimi nie w jakiś sposób nie chwaliła.

Nie wspomina o nich we własnoręcznie napisanej relacji-wspomnieniach (całość relacji patrz pdf: Halina Jarnuszkiewicz 420 WSK). W sporządzonym w dniu 1 marca 1994 roku, liczącym ledwie cztery strony tekście, napisanym na maszynie i uzupełnianym ręcznie wykonanymi notatkami, nie sposób było pomieścić wszystkiego, co do wyjątkowości i wielkości dokonań Haliny Jarnuszkiewicz jednoznacznie przekonuje. Dla historyków lubelskich ważny jest pierwszy akapit relacji (przytaczam ją korzystając ze zdigitalizowanych zbiorów Fundacji Generał Marii Wittek, którą  powołano do istnienia w listopadzie 1996 r. w trakcie I Zjazdu Kombatantek w celu gromadzenia i opracowywania materiałów źródłowych dotyczących wojennej służby Polek).

Tablica upamiętniająca Marię Wittek na ścianie domu przy Al. 3 Maja 2 w Warszawie, gdzie mieszkała w l. 1929–1975, patrz szerzej: https://repozytorium.umk.pl/bitstream/handle/item/5113/MWD%2C%20Raport%20FGEZ.pdf?sequence=1 ; https://kpbc.umk.pl/dlibra/publication/180228/edition/182686/content  oraz raport
 M. Wiśniewska-Drewniak, Fundacja Generał Elżbiety Zawackiej. Archiwum i Muzeum Pomorskie Armii Krajowej oraz Wojskowej Służby Polek – raport z badania terenowego (patrz: https://repozytorium.umk.pl/handle/item/5113)

 „Jarnuszkiewicz Halina, ps. „Hala”, ur. 17. XII. 1910 r. w Lublinie, córka Synezjusza Tomasza i Heleny z Jarnuszkiewiczów Jarnuszkiewicz. Ojciec inżynier-chemik, wicedyrektor cukrowni Lublin. Ukończyłam w Lublinie gimnazjum państw, żeńskie im. Unii Lubelskiej, a następnie w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim – filologię romańską, uzyskując w 1934 r. dyplom magistra filozofii. Jednocześnie pracowałam w sekretariacie KUL oraz udzielałam korepetycji.

Od sierpnia 1935 r. przenosimy się do Warszawy, gdzie dostaję pracę w Kuratorium Okręgu Szkolnego Warszawskiego. Mieszkamy wówczas na ul. Koszykowej 17 /róg Natolińskiej/, a następnie od czerwca 1939 r. – na ul. Asfaltowej 11. W Kuratorium pracuję do 6.XII.1939 r. tj. do czasu kiedy zarządzeniem niemieckich władz okupacyjnych większość pracowników została zwolniona. Wybuch wojny zastaje mnie w Warszawie”.

Słowa pani Haliny – á propos Jej sportowych losów – potwierdzają jedynie, że w zawodach z 1931 roku istotnie wziąć udział mogła jako 21-letnia studentka romanistyki w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Może tylko nieco dziwić, dlaczego nie startowała wtedy w barwach lubelskiego AZS, skoro niejednokrotnie do klubu wstępowali nawet uczniowie lubelskich szkół średnich. Być może decydowała o tym renoma „Unii”, której sportowa jakość stała pewnie nieco wyżej ponad możliwości sportu akademickiego. Nie sposób postać p. Haliny odnaleźć i wskazać na fotografii ze startu do biegu kobiecego na przełaj o mistrzostwo Polski w Lublinie w 1931 r.

Fot. za: Raz Dwa Trzy! nr 3 z 5.05.1931 r. s.3.

Nie mamy pewności, czy Pani Halina kontynuowała swoją karierę sportową po sukcesie 1931 roku. Wydaje się to dość prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że pochodziła z rodziny, w której sport otaczano swego rodzaju kultem. Dowodzi tego biografia młodszej siostry Haliny, Marii Jarnuszkiewicz, ps. „Marysia”, urodzonej 11. 12. 1912 r. w Lublinie. W relacji pozostającej również w zbiorach Fundacji Generał Marii Wittek Maria napisała o sobie: Maturę uzyskałam w Państwowym Gimnazjum Żeńskim im. „Unii Lubelskie” w 1931 r. Studiowałam następnie w Centralnym Instytucie Wychowania Fizycznego w Warszawie, który ukończyłam w 1934 r. Przez następne dwa lata pracowałam w CIWF jako asystent. W 1945 r. w lutym podjęłam równocześnie pracę nauczyciela wychowania fizycznego w Żeńskim Gimnazjum im. Cecylii Plater-Zyberk, a wieczorami prowadziłam gimnastykę w Wojskowym Ośrodku Wychowania Fizycznego. Od roku 1946 zrezygnowałam w zajęć w CIWF przyjmując pełny etat nauczycielski w szkole, gdzie pracowałam do chwili wybuchu wojny w 1939 r. (całość relacji patrz pdf: Maria Jarnuszkiewicz 421 WSK)

Poniżej podaję link do arcyciekawej relacji Haliny Jarnuszkiewicz znajdującej się w zbiorach Archiwum Historii Mówionej. Powstała ona w Warszawie 28 kwietnia 2010 roku: https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/halina-jarnuszkiewicz,2075.html Patrz też: https://www.1944.pl/powstancze-biogramy/halina-jarnuszkiewicz,13153.html    Wspomnienia, nagrane i spisane przez Danutę Wolak, mogą okazać się inspiracją do  napisania scenariusza wojennego thriller’a (to jedynie gwoli zachęcenia do lektury ludzi młodych!!!). Dość jednak powiedzieć, że dokonania rodowitej lublinianki przed, w trakcie (Krzyż Waleczny nadany 21 sierpnia 1944 r.!) i po powstaniu warszawskim stały się podstawą do przyznania Jej przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Pana Bronisława Komorowskiego Krzyża Oficerskiego Orderu Odrodzenia Polski. Uroczystość odbyła się w dniu 100. rocznicy urodzin jubilatki a aktu dekoracji dokonał Ekspert w Kancelarii Prezydenta RP Pan Waldemar Strzałkowski (fot. poniżej).

Halina Jarnuszkiewicz h. Lubicz zmarła 3 kwietni 2011 r. i została pochowana na cmentarzu na Powązkach (kw. 293, rząd 2, mjsc. 8). 

Dariusz Słapek

Jarnuszkiewicz_Halina_420_WSK

Jarnuszkiewicz_Maria_421_WSK

Wieniawa pany! Internetowa wystawa o historii sportu żydowskiego w Lublinie

W imieniu Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN” w Lublinie mam przyjemność zaprosić do „zwiedzania” internetowej wystawy Wieniawa pany! dostępnej pod adresem: teatrnn.pl/wystawy/wieniawa
Wystawa poświęcona jest historii i źródłom sportu żydowskiego w Lublinie. Chociaż żydowskie kluby sportowe istniały w Lublinie od 1917 roku i osiągały w swojej dziedzinie pewne sukcesy, wystawa dotyczy przede wszystkim źródeł sportu żydowskiego i jego roli w kształtowaniu żydowskiej tożsamości.
Tytuł wystawy nawiązuje do działalności Żydowskiego Klubu Sportowego Wieniawa, który na krótko stał się klubem żydowsko-polskim. Przyjęcie Polaków do Wieniawy może z dzisiejszej perspektywy wydawać się wydarzeniem błahym, jednak, zważywszy na ówczesne stosunki społeczne, był to wielki wyczyn humanistyczny, przewyższający wszystkie sukcesy sportowe — próba wyjścia ze szkodliwego układu zbudowanego na fundamencie nieufności rasowej i budowy czegoś jakościowo różnego od zastanych rozwiązań, które w dziedzinie stosunków polsko-żydowskich utrzymywały zaśniedziałe status quo.
Na wystawie prezentujemy m.in. opisy działalności poszczególnych klubów, pokazujemy galerie fotografii, afiszów i wycinków prasowych dotyczących sportu żydowskiego oraz szereg materiałów źródłowych, na podstawie których możliwa jest rekonstrukcja historii sportu żydowskiego w Lublinie.
Pozdrawiam serdecznie,
Piotr Nazaruk
Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN”
ul. Grodzka 21
20-112 Lublin
81 532 58 67
http://teatrnn.pl/

Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” Kozłówka, Zamoyscy i wiejscy sportowcy…

Adam Michał Ludwik Gonzaga Marek Zamoyski (ur. 1873- zm. 1940) z pewnością doczeka się swego biografa, bo bez wątpienia swoją niesłychanie szeroką aktywnością społeczno-polityczno-gospodarczą zasłużył sobie na niejedną monografię i dobrą pamięć rodaków. Wśród zasług tego Wielkiego Polaka i Patrioty wymienia się jego działalność na polu gimnastyki i sportu. Prezesował Warszawskiemu Towarzystwu Wioślarskiemu, Związkowi Towarzystw Gimnastycznych „Sokół” w Polsce (1923–1936), Międzynarodowej Federacji Gimnastycznej (1935–1940) i był wreszcie wiceprezesem Związku Sokolstwa Słowiańskiego. Pełnione funkcje były w jakiś sposób adekwatne wobec pochodzenia i pozycji społecznej ordynata i jednego z największych posiadaczy ziemskich w II RP.

Hrabia Adam Zamoyski. Prezes Związku Towarzystw Gimnastycznych „Sokół” w Polsce w latach 1923-1936 w czamarze sokolej (Wikipedia).

Sport początków XX wieku i okresu II RP ciągle uchodził za zajęcie/działalność elit, które czas wolny i posiadane środki „inwestowały” w sport ufając przy tym, że to doskonały sposób na ożywienie idei niepodległości, a potem i wielkości odzyskanego państwa. Jeśli jednak pisano o kreowanym w ten sposób duchu narodu, to tylko w charakterze w jakiś sposób wzniosłych a utopijnych haseł w pojęciu tym mieścili społeczność wiejską. O problemach krzewienia sportu na wsi (z oporami) pisał wiele częstochowski badacz zjawiska prof. Eligiusz Małolepszy i gwoli bliższego zapoznania się z tym ciekawym problemem warto sięgać do jego publikacji. Swego rodzaju fenomenem w docieraniu idei gimnastyki i sportu pod strzechy były prowincjonalne gniazda Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”.  

Do modelowych organizacji tego typu należało sokole gniazdo w podlubelskiej Kozłówce. Wydaje się, że pierwszorzędną rolę w jego powstaniu (1923/1924 ? – funkcjonowanie sokołów kozłowieckich poprzedzone było wcześniejszą kilkuletnią działalnością Klubu Sportowego „Kozłówka”) mieli synowie Adama Zamoyskiego, bowiem „Aleksander i Michał utworzyli gniazdo sokole i nim kierowali wraz ze swoimi żonami. Nieocenionej pomocy udzielała ich matka i teściowa — Maria Zamoyska, żona prezesa związku. Dzięki tym osobom „Sokół” kozłowiecki stał się organizacją wzorową pod każdym względem” (słowa te pochodzą od Zdzisława Pawluczuka, autora artykułu „Polskie Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” w Lublinie w latach 1906-1939, „Annales Universitatis Mariae Curie-Skłodowska”. Sectio F, Historia 2002, 57, s. 139-165). O wyjątkowości gniazda Kozłowieckiego Pawluczuk przekonuje w artykule „Towarzystwa Gimnastyczne „Sokół” Okręgu Lubelskiego w latach 1905-1939, „Prace Naukowe Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie. Kultura Fizyczna” 6, 2005, s. 17-40. Pisze tam (s. 33): „Obok zwykłej programowej pracy sokolej i przysposobienia wojskowego gniazdo w Kozłówce pełniło równocześnie funkcję straży pożarnej, gdyż posiadało dobrze wyposażony w sprzęt przeciwpożarowy oddział strażacki. Gniazdo dorobiło się też sekcji orkiestry dętej, chóru mieszanego i zespołu teatralnego z własną salą oraz biblioteki. W zakresie kultury fizycznej działały sekcje gimnastyczno-lekkoatletyczne, które miały do dyspozycji odpowiednio wyposażoną salę gimnastyczną. Poza Kozłówką Wydział Techniczny prowadził oddziały gimnastyczne w Woli Michowskiej, gm. Łucka, w Nowodworze i Nasutowie, gm. Niemce”.

Członkowie delegacji słowiańskiej uczestniczącej w zlocie w towarzystwie prezesa honorowego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” hrabiego Adama Zamoyskiego (2. z lewej).
Katowice: 1937-06-26 – 1937-06-29 NAC

Cytacja ta stanowi dobry asumpt do podjęcia szerokich badań nad dziejami szeroko pojętego sportu na wsi lubelskiej. Warto podejmować w nich kwestię przełamywania oporów mieszkańców wsi wobec „pańskich zwyczajów” (Sokoły w siedzibie ordynata był skutecznym elementem ówczesnego pijaru Zamoyskich), czyli próbować spojrzeć na problem nie z perspektywy aktywnego w sferze sportu dworu (ten kontekst, wynikający z lektury oficjalnych dokumentów, stara się przełamywać S. Grzechnik w tekstach publikowanych na stronie WWW Muzeum w Kozłówce, np. „Sokoli” wpisani w Kozłówkę”, por. https://www.muzeumzamoyskich.pl/sokoli-wpisani-w-kozlowke ), a stosunku samych chłopów do sportu. Relację tę widać w pewien sposób w składzie zarządu TG „Sokół” Kozłówka, którzy współtworzyli miejscowi rolnicy. Na setkę członków gniazda nie mogła też składać się jedynie wiejska elita (nauczyciele, dobrze prosperujący rzemieślnicy). O socjalnym obrazie kozłowieckich sokołów wspomniany S. Grzechnik pisze bardzo oszczędnie: „Wśród członków kozłowieckiego gniazda przeważała młodzież folwarczna z rodzin chłopskich oraz urzędniczych”. Żadnej uwagi kwestiom społecznym poświęca Andrzej Bogucki, w tekście Zamoyscy w ruchu sokolim, „Wiadomości Ziemiańskie” nr 12, 2002, s. 53-54.

Sokolice ćwiczące w parku pałacowym w Kozłówce w trakcie zlotu w 1924 r. Ze zbiorów Muzeum w Kozłówce

Ciekawe świadectwo w sprawie daje natomiast list zamieszczony w arcyciekawej broszurze. Nosi ona tytuł „Stanica. Jednodniówka poświęcona prezesowi Związku Sokolstwa Polskiego, druhowi Adamowi Zamoyskiemu w dniu jego imienin 24 grudnia 1929 roku” i została wydana jako druk okolicznościowy w Katowicach. Broszura, co nie ulega wątpliwości, jest niewątpliwie narzędziem promowania wielkości rodu i jego lidera, ale nie sposób –próbując poznawać stosunek chłopów do sportu- zlekceważyć lekturę blisko 60 stronicowej publikacji. Oto na stronie na s. 52-53 znajduje się arcyciekawy tekst zatytułowany, „Dlaczego zostałem Sokołem”. Podaję go in extenso: „Kiedy u nas na Kozłówce Hrabia Michał Zamoyski założył Gniazdo Sokoła, było bardzo wielu u nas na wsi mu przeciwnych, gdyż twierdzili iż jest Sokół „wojskiem pańskiem ”, albo to że każden kto jest sokołem albo sokolicą to w razie wojny napewno pójdzie do wojska.   — Ja również z początku nie należałem do Sokoła bo wszyscy mi tego odradzali. —  Po roku jednak, gdy zobaczyłem, że ci wszyscy, co należą i chodzą do Sokoła, zupełnie inaczej zaczynają wyglądać, bo chodzą prosto, a nie zgarbieni, jacyś weselsi są od innych, zacząłem chodzić na boisko co niedziela i przypatrywać się, co też oni tam robią — zobaczyłem że grają w piłkę nożną lub inne jakie gry, że razem ze zwykłym i Sokołami gra i Prezes Gniazda Hr. Michał, że wszyscy ciągle się śmieją i że ruch ten trwa na boisku od wczesnego popołudnia do samego wieczora. Zacząłem od tego czasu przekonywać się do Sokoła, bo zobaczyłem, że tam żadnej polityki niema, a tylko jest dobre to że młodzi zamiast niedzielą i święta spędzać w szynku lub na grze w karty spędzają czas na zdrowej zabawie. Gdy Gniazdo jeszcze założyło swoją własną Straż Pożarną, teatr, bibljotekę i zaczęło ćwiczyć i wychowywać nasze dzieci, które nawet pomimo zakazów rodziców rwały się do Sokoła, — gdy zabawy taneczne w Sokole odbywały się zawsze spokojnie i bez pijatyki, a na wsi każda zabawa kończyła się pijaństwem i bitką — doszedłem do przekonania że Sokół ma na celu tylko dobro swoich bliźnich a tem samem i Ojczyzny — i zaraz też zgłosiłem swoją chęć do wstąpienia do Sokołów. I dziś mija już cztery lata od kiedy, pomimo iż jestem 57-letnim, żonatym , dzieciatym i na własnej ziemi osiadłym gospodarzem, — od kiedy mam za szczyt być druhem Gniazda Kozłówka. Czołem! Druh FELIKS MAŁEK, gospodarz wsi Siedliska”.

Okładka „Jednodniówki”

https://www.sbc.org.pl/dlibra/show-content/publication/edition/8014?id=8014

http://bc.wbp.lublin.pl/Content/25250/26272_KS-415937-III_Stanica—jednodniowka-poswiecona-prezesowi-Zwiazk_0000.pdf

Najpewniej ktoś „pomagał” stworzyć ten tekst, ale nawet gdyby tak było, nigdy się o tym nie dowiemy. Wyznania druha Feliksa Małka trzeba przyjmować z szacunkiem choćby dlatego, należy jednak do nielicznych świadectw chłopskiej proweniencji i pokazuje pewien złożony proces w przełamywaniu bojaźni i wstrzemięźliwości wsi polskiej wobec „pańskich” nowinek obyczajowych.  

Dariusz Słapek

Waldek, pilnuj się klubu z Wieniawy!

Jeśli istotnie historia magistra vitae (historia nauczycielką życia), to niechże poniższy tekst odegra rolę swego rodzaju memento zwłaszcza w obliczu często pojawiającej się krytyki tzw. organizatorów/menedżerów sportu drzewiej nazywanych „działaczami”). Tytuł  tej nomen omen wcale niekrótkiej historii zaczerpnięty został z artykułu prasowego z lutego 1986 r., którego bohaterem był 16-letni wówczas piłkarz, junior jeszcze, Waldemar Kamiński, wychowanek Wojskowego Klubu Sportowego „Lublinianka”.

Jego kariera („prywatna historia sportowa”) trwała od 1979 aż do 2008 roku, a zaczęła się i rozkwitła na Wieniawie na tyle, że nastolatka nazywano „wielkim odkryciem” (w istocie aktu tego dokonał trener grup młodzieżowych „Lublinianki” Pan Jan Puchala!) i dostrzegano w jego ligowej oraz reprezentacyjnej grze ogromny potencjał. Nic dziwnego, że lubelskim talentem zainteresowali się wielcy ówczesnego polskiego futbolu, wobec których głosy typu „Waldek, pilnuj się klubu z Wieniawy!” okazywały się wołaniem na puszczy. Summa summarum Waldemar Kamiński cieszył dłużej oczy kibiców Górnika Zabrze i kilku innych klubów śląskich niż fanów lubelskiej piłki nożnej (poza epizodem z lat 1992-1993, kiedy bronił barw Motoru Lublin).

W ostatnim zdaniu łatwo dostrzec spory ładunek egoizmu kibicowskiego. Jest on tak wielki, iż przesłania wiele twardych sportowych faktów, z którymi trudno wręcz polemizować. Tylko wielki Górnik dawał przecież Panu Waldemarowi szansę na zdobycie tytułu MP w roku 1988, możliwość gry w europejskich pucharach i kilkuletnią jeszcze wtedy grę w reprezentacjach młodzieżowych. Tymczasem w 1992 Motor spadł do II ligi, a w 1996 r. do trzeciego poziomu rozgrywek. Potem było jeszcze gorzej… Nie lepiej w tym okresie wyglądały piłkarskie osiągnięcia WKS Lublinianka. Prasowe przestrogi kierowane wobec p. Waldemara powodowane były obawami o dalsze losy młodego talentu, ale podszyte też nie zawsze zdrowym patriotyzmem lokalnym…

Wiele więcej wątków sportowej kariery Waldemara Kamińskiego znajdziecie Państwo w materiałach przygotowanych przez samego wychowanka „Lublinianki”, a dostarczonych do LCDHS dzięki pomocy wspomnianego Pana Jana Puchali. Obu serdecznie dziękujemy!

Wypada tylko, w roli „głodnego źródeł historyka sportu”, życzyć sobie podobnych sportowych CV przygotowanych przez innych sportowców. Oby śladem Pana Waldemara poszli inni lubelscy piłkarze, a LCDHS zapewni forum do publikowania ich wspomnień i zebranych w ciągu kariery sportowej materiałów prasowych!      

Dariusz Słapek

Dr Wiesław Doliński. Pozostawił po sobie więcej niż tylko wspomnienia…

Fotografia legitymacyjna na stronie otwierającej Kronikę SWiS z roku akad. 1974/1975. W. Doliński pełnił wtedy funkcję zastępcy dyrektora do spraw dydaktycznych

Nie ma go już wśród żyjących. Smutno i trudno wspominać Kolegę i Przyjaciela, z którym tak wiele lat miałem kontakt nie tylko przyjacielski, ale także zawodowy. O ile życie jest zwykle brutalne, o tyle Wiesiek był zupełnie inny. Z jego charakterem, wrażliwą empatią   był jakby z innego świata. Otaczające go realia sportowe były jednak takie, a nie inne. Wiesław zupełnie do nich nie pasował. Po ukończeniu studiów i specjalizacji w Wyższej Szkole Wychowania Fizycznego w w Krakowie, Wiesiek, w połowie 1958 roku, powrócił w rodzinne strony do Lublina. Posiadał uprawnienia nie tylko nauczycielskie, ale także trenera lekkoatletyki. Miał już syna i rodzinę w Lubartowie. Nie miał początkowo mieszkania w Lublinie, gdzie podjął pracę nauczycielską w Szkole Podstawowej numer 21. Pracował także w SP 18. Przyznam, że mielismy nadzieję, iż będzie to pierwszy z pełnymi uprawnieniami, trener w dawnych „Budowlanych”, gdzie byłem zawodnikiem, instruktorem l.a. i działaczem w jedenej osobie. Prezesem Klubu był inż. Stanisław Kukuryka: twórca,  prezes i realizator powstającej właśnie Lubelskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.  Wiesiek – jak to On –  w krótkim czasie zaskarbił sobie sympatię środowiska. Jednak jego krakowskie związki ze sportem akademickim okazały się silniejsze. Został trenerem AZS Lublin, w którym sekcja lekkiej atletyki składała się wtedy /1958 r./ z jednego zawodnika i to kończącego właśnie studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Odbudowę sekcji lekkoatletycznej lubelskiego AZS Wiesiek zaczął od podstaw. Pracę zaczął nie od studentów, ale od młodzieży szkolnej. Słusznie przewidywał, że większość z tych młodych ludzi wkrótce przecież stanie się studentami lubelskich uczelni. Tak budowany zespół w latach 70-tych XX wieku awansował do II ligi lekkoatletycznej. Pierwszym pupilem Wieśka był Marek Chmielewski, wierny Klubowi do końca swojej pracy w warsztacie szkoleniowym. Kolejnym był Władysław Domaszewicz. Obydwaj byli wówczas studentami geografii w Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej. Wyszkolił ich na poziom medalistów mistrzostw i reprezentantów Polski w różnych kategoriach wiekowych. Trzecim, najlepszym, był Andrzej Sontag, którego wprowadził do światowej czołówki trójskoku. Ale to odrębny temat, o którym kilka słów na zakończenie. Od początku Wiesiek włączył się aktywnie w nurt pracy zarządu Lubelskiego Okręgowego Związku Lekkiej Atletyki. Razem stworzyliśmy tam zespół szkoleniowy, rzec można, szczebla wojewódzkiego. To poziom, którego wcześniej nie było. Pierwsze, pionierskie zgrupowanie wojewódzkie odbyło się w Tomaszowie Lubelskim /w 1961 czy 62 roku ?/. Następne odbywały się w kolejnych latach /chronologii i ilości tych wyjazdów już nie pamiętam/ w Kraśniku Fabrycznym, Dęblinie, Puławach i zimowe w Zakopanem na Bystrem i Krzeptówkach. Wspólnie kierowaliśmy tymi zgrupowaniami. 

Warto pamiętać, że Wiesiek był współorganizatorem jubileuszy 50 i 70-lecia LOZLA. W klubie stworzył wokół siebie bardzo skutecznie działający i sympatycznie współpracujący zespół szkoleniowy złożony z wykształconych trenerów amatorów i instruktorów. W krótkim czasie doszli do tego zespołu szkoleniowego już nasi wychowankowie. Nam nie trzeba było skupować zawodników z całej Polski, udających lubliniaków lub pozorujących studentów lubelskich uczelni. W prymitywnych warunkach potrafiliśmy sami od początku wyszkolić reprezentantów, medalistów, rekordzistów kraju i Europy, olimpijczyków wreszcie! W dzielnicy LSM powstawała właśnie SP 29, a prezes Kukuryka wykorzystał wizje, pomysły i wiedzę Wieśka. Placówkę tę – wbrew przepisom – postawiono z największą do  dziś salą sportową i urządzeniami, a obok pojawił się także stadionik lekkoatletyczny, który już dawno zniknął ze sportowej mapy Lublina. Te dwa obiekty przez pewien czas były bazą treningową lekkoatletów AZS Lublin. Wiesiek podjął pracę w tej szkole, która dzięki Niemu zyskała infrastrukturę sportową znacznie przekraczającą ówczesne standardy. Szybko dostał w LSM mieszkanie spółdzielcze znajdujące się w pobliżu szkoły. Pomijając szczegóły,  wtedy  również liczyły się zwykłe układy koleżeńskie Takie były czasy. Po SP 29 następnym i ostatnim „podstawowym” etapem pracy Wieśka było Studium Wychowania Fizycznego i Sportu UMCS. Dzięki Niemu Akademicki Ośrodek Sportowy został powiększony poprzez dobudowanie hali sportowej z nawierzchnią tartanową  przystosowaną do lekkoatletyki. Właśnie tam  wychowało się kilka pokoleń sportowców z tej dyscypliny sportowej z tej dyscypliny sportowej z olimpijczykami włącznie.

Mistrz i uczeń na treningu na stadionie „Startu”. W kronice fotografia znajduje się obok artykułu z „Kuriera Lubelskiego” (14.06.1976), który informuje o powrocie do startów A. Sontaga po długotrwałej kontuzji.
Wycinek z krakowskiego „Tempa” z 27 stycznia 1975 r. informujący o plebiscytowym sukcesie Andrzeja Sontaga, wychowanka W. Dolińskiego

Wśród nich był przyszły olimpijczyk, Andrzej Sontag, „hodowany” przez Dolińskiego chyba od 13-14 roku życia do końca kariery sportowej obydwu panów. Smutny był ten koniec. Szczegółów nie znam. W pewnym momencie Andrzej doszedł do wniosku, że lepiej mu się opłaci talon na „malucha” ze „Startu” Lublin niż dalsza współpraca z trenerem, który uczynił go gwiazdą trójskoku. Nie tylko polskiego trójskoku! Odszedł z AZS-u i od swego trenera. Przez rok skakał coraz gorzej i wkrótce tak zakończył. Wrażliwa osobowość trenera tego ciosu psychicznie nie wytrzymała. Przeczytałem na tych stronach redakcyjny tekst o tym zawodniku. Czyżby Redakcja miała na myśli sugestię, że Sontag wytrenował się sam? Wiesiek  porzucił  warsztat szkoleniowy i działalność w LOZLA. Pozostał w AZS, zajmując się organizacją całości szkolenia klubowego i pracą w Studium. Podjął również pracę naukową, w ramach której pojawiło się kilka publikacji zakończonych doktoratem na AWF w Krakowie. Wiesiek przeszedł na emeryturę i na pewien czas wyjechał do Grecji, gdzie pomagał dawnemu współpracownikowi ze Studium i koledze – Jurkowi Welczowi w szkoleniu miejscowych siatkarek. Tak skończył swoją trenerską pracę. Po powrocie Wiesiek ani w sporcie, ani w innych formach kultury fizycznej już się nie udzielał.

Program konferencji naukowej zorganizowanej w Lublinie z okazji 25-lecia Studium Wychowania Fizycznego i Sportu Szkół Wyższych (1951-1976) w listopadzie 1976 r.
W. Doliński (w tle) w trakcie otwarcia Międzynarodowego Turnieju Koszykarskiego o Puchar JM Rektora UMCS w październiku 1977 r.

Pozostał w naszej pamięci jako osoba ceniona w każdym środowisku towarzyskim. Uśmiechnięty, przyjazny, towarzyski, dowcipny, pełen pomysłów na kolejne robienie humorystycznych kawałów. Wszystkim i wszędzie!

Lublin, luty 2021 r.                Andrzej Krychowski

W. Doliński (I-y z prawej) na uroczystym pożegnaniu odchodzącego na emeryturę Andrzeja Prędkiewicza (I-y z lewej) w 2000 roku
W. Doliński na gali AZS wieńczącej dokonania najlepszych trenerów roku 1984
W. Doliński (w tle) w trakcie otwarcia Międzynarodowego Turnieju Koszykarskiego o Puchar JM Rektora UMCS w październiku 1977 r.

Już na emeryturze W. Doliński był częstym gościem AOS-u