Józef Wosiński – Sukces jest czasem wybrykiem natury

Urodził się w Białymstoku, lecz dzieciństwo i młodość spędził w Grodnie. Tam chodził do szkoły i zaczynał grać w piłkę. Później rodzina powróciła do Białegostoku i Józef Wosiński trafił do Jagiellonii.
Przeszedł piłkarski chrzest w juniorach. Zaraz potem upomniała się o niego armia. Trafił do Legii Warszawa: “Praktycznie reaktywowaliśmy wówczas działalność sportową w Legii – opowiadał mi na kilka miesięcy przed śmiercią. – Nie było jeszcze zorganizowanych rozgrywek ligowych, graliśmy więc o tak zwany prestiż. Pamiętam jeden taki mecz – z Wisłą w Krakowie. To było w 1946 roku.
Przegraliśmy 1:5 z takimi asami jak: Gracz, Parpan, Mordarski, Waśko, bracia Jabłońscy”.

Z Legii Józef Wosiński trafił do Stali Mielec, gdzie grał przez trzy lata. Przeważnie w III lidze, ale to był okres szczególnie ważny, gdyż jednocześnie ukończył kurs trenerski. Zresztą wspólnie z Kazimierzem Górskim, z którym, swego czasu kolegował w Legii. Z okresu mieleckiego nie można pominąć jego wspaniałej gry w spotkaniu ze Stalą Rzeszów w 1951 roku – 15 kwietnia zmiażdżyli w Rzeszowie imienniczkę wygrywając 4:1 a bramki strzelili Józef Wosiński w 17 minucie, Korpanty w 18, ponownie Wosiński w 23 i w 65. Honorowe trafienie dla gospodarzy w 80 min zaliczył Kędra.

Pan Józef  kochał wspominać tamten okres. Czasy sprzyjały rozwojowi piłki, utalentowani chłopcy byli hołubieni przez działaczy i zakłady patronackie. Zawodnikom powodziło się nieźle, aczkolwiek w niższych ligach grało się zwykle za dietę i „uśmiech prezesa”. W połowie lat 50-tych rodzina Wosińskich przeniosła się do Chełma. W rodzinach wojskowych było i jest to zjawisko normalne. Związał się z  Kolajarzem Chełm, wówczas czołowym klubem w województwie lubelskim. Ale niestety, chełmski sport był zawsze biedny a jednostkowe sukcesy były bardziej wybrykiem natury niż rezultatem strategicznych planów nakreślonych przez władze sportowe.

Po zakończeniu kariery został trenerem. W 1958 roku wprowadził Chełmiankę do III ligi, pozostawiając w pokonanym polu takie zespoły jak: Lublinianka, Sparta Zamość i Lada Biłgoraj.BBiS - Wosiński Józef1

Piłka była dla niego wielką radością. Mówił, że ten który raz zakochał się w futbolu już się „z niego” nie wyleczy. Nie zarabiał na piłce pieniędzy, bo wówczas tylko w I i II lidze płacono piłkarzom i trenerom. Życie zawodowe Józefa Wosińskiego związane było ze spółdzielczością. Jako emeryt odpoczywał. Nie było jednak meczu w Chełmie, na którym kibice nie zobaczyliby charakterystycznej sylwetki sławnego piłkarza i trenera.

Opowiadał o zdarzeniach z przebiegu kariery, analizował przebieg meczy które oglądał, podpowiadał działaczom i zawodnikom. No i wspominał kolegów:  Z moich wychowanków najwięcej w futbolu osiągnęli: Eugeniusz Bondarenko i Andrzej Oryszko, który przez wiele lat grał w Motorze i Avii. To był super-talent, lecz nie osiągnął tyle na ile było go stać.

Z uśmiechem opowiadał o koledze z zespołu noszącym nazwisko Makolągwa. Tak mu dokuczali z powodu tego nazwiska, zarówno koledzy jak i kibice, że zmienił je na Mokracki.

Pan Józef Wosiński precyzyjnie opowiadał o meczach i wybranych akcjach sprzed lat, o chytrych zagraniach przeprowadzanych z kolegą z którym grało mu się najlepiej – Ryszardem Iwaniukiem (też już nie żyje). Znakomicie układała mu się też gra z Saczukiem, Berezeckim i Chwedorczukiem.

Józef Wosiński zmarł w listopadzie 1997 roku. Na meczach piłkarskich w Chełmie, od tego czasu, jakby kogoś brakowało…

 

WOSIŃSKI JÓZEF. Urodzony 5 kwietnia 1923 roku w Białymstoku, zmarł 2 października 1997 w Chełmie. Kluby: Jegiellonia Białystok, Legia Warszawa, Stal Mielec, KS ZZK Chełm, Kolejarz Chełm, Chełmianka. Jako trener: Chełmianka Chełm, Gwardia Chełm. Jeden z najlepszych piłkarzy w historii chełmskiego futbolu. W 1947 roku strzelił dla ZZK Chełm 44 bramki spośród 144 zdobytych przez drużynę (29 straconych).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *